Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Wywiad ze SICPHORM

SICPHORM to młoda wrocławska kapela, łojąca thrash / groove metal. Jeśli nazwa ta jeszcze niewiele wam mówi, to sięgnijcie po najnowsza epkę grupu, „New Order” która konkretnie skopie wam uszy. Zreszta, muzycy to doświadczeni, szlify zbierali w składach takich jak O.D.R.A., Discordia czy John Revolta. Na kilka pytań o zespole i nowym materiale odpowiedział nam wokalista, Łukasz „Królik” Janasz. Zapraszamy do lektury!Łukasz „Królik” Janasz.

DE: Opowiesz nam krótko o genezie SICPHORM?

ŁJ: Myślę, że to pytanie do Barteza (Bartek Duszkiewicz, gitarzysta, wokalista – red.) z mojej strony wygląda to tak, że kilka miesięcy temu odpowiedziałem na ogłoszenie, w którym chłopaki szukali wokalu. Pogrzebałem trochę w necie i stwierdziłem, że to się może udać.

DE: Patrząc na wasze zaangażowanie w inne projekty, chyba nie lubicie się nudzić?

ŁJ: Wiesz, dla mnie muzyka to jeden wielki plac zabaw. Ogromną radość sprawia mi proces twórczy i to w różnych stylistykach, nawet tych dalekich od metalu,jak funk, jazz, r’n’b. Zupełnie inne kultury, ale również mające wiele do zaoferowania. Chodzi o autentyczność – jeżeli wiem, co chcę przekazać, to dobierając formę do treści, wiem czy chce coś przerysować, uprościć, posłużyć się ironią i tak dalej. Do tego dochodzą inne media, na przykład grafika i nagle okazuje się, że w kontekście danych wartości czy przekazu to wszystko może być spójne, wielowarstwowe. Oczywiście, Sicphorm jest dość konkretnie ukierunkowany, ale skoro zapytałeś o to co robię poza tym zespołem, to tak to właśnie wygląda.

DE: W marcu opublikowaliście epkę „New Order”. Jesteś zadowolony z przyjęcia materiału?

ŁJ: Tak i przyznam, że byłem szczerze zaskoczony kiedy przychodziły kolejne wiadomości z recenzją albo gratulacjami. To tylko podsyca mój apetyt.

DE: Traktujesz epkę jako przymiarki do kolejnego dużego wydawnictwa?

ŁJ:Zdecydowanie! Już teraz kończymy nowy album. Za kilka tygodni pewnie wrzucimy jakiś teaser tego co w tej chwili rzeźbimy. Na pewno będziemy kontynuować to co zaczęło się na “New Order”, z resztą jeden z numerów z EP znajdzie się też na LP.

DE:Recenzje są pozytywne, jest to dla Ciebie jakiś wyznacznik jakiegoś swoistego sukcesu czy nie przykładasz wagi do branżowej krytyki?

ŁJ: Zawsze cenię sobie feedback odnośnie swoich poczynań – nie inaczej jest w tym wypadku. Patrząc na to co robimy w kategorii produktu który oferujemy, każda recenzja mówi nam o tym nad czym musimy popracować w pierwszej kolejności a co staje się naszym znakiem rozpoznawczym. Myślę, że gdyby recenzje zawierały się tylko do skali i cyfr, to wcale bym ich nie czytał. Poza tym zwyczajnie po ludzku miło jest poczytać coś dobrego o swoich dokonaniach.

DE: Podobał mi się klip do tytułowego kawałka. Lubicie dołożyć ognia w duchu kontestacji rzeczywistości za oknem.

ŁJ: Cieszę się, że ci się podoba – jak najbardziej jest to komentarz w duchu Sicphorm. Ktoś może odbierać to w ten sposób, że promujemy chaos i agresjeę, ale to nie tak. Wkurza mnie, że żyjąc w XXI wieku ludzie dalej są podatni na manipulację, i to ciągle tymi samymi metodami. W klipie widać zamieszki, katastrofy ekologiczne czy działania wojenne – najbardziej przerażające jest to, że do tych wszystkich tragedii człowiek doprowadza sam, często mając przy tym świadomość zagrożenia ale i poczucie sensu tego co robi.

DE: Właściwie to co dokładnie jest w tym wypadku „nowym porządkiem”? To odwołanie do tak nazywanej tzw. teorii spiskowej?

ŁJ: Dla nas to rodzaj wypadkowej między teoriami, a tym co się faktycznie dzieje. Kiedy pytałeś mnie o klip wspominałem o destrukcyjnych działaniach człowieka. Wierzę w to, że ludzie mający zdolności przywódcze często podsycają takie działania dla własnych korzyści. Nie jest istotne czy to kwestia pragnienia władzy, zemsty, strachu, ignorancji, przekonania o nieomylności czy czegokolwiek innego. Ważne jest to, że według oficjalnych informacji możemy za chwile lecieć na Marsa, ale nie możemy wykarmić wszystkich ludzi na Ziemi. Po oceanie pływa wyspa śmieci o wielkości 5 razy większej od Polski. Społeczeństwa, które kolonizowały i doprowadziły do ruiny, nędzy i wojen domowych mieszkańców innych kontynentów teraz mówią o szlachetności, równości i innych miło brzmiących wartościach. Tak naprawdę, nie inwestują w to, żeby oddać tym ludziom godność i niezależność. Wiem, że można ich przyjąć do siebie ale to taka marna nagroda pocieszenia – w mojej ocenie dużo lepiej byłoby dać im możliwość samodzielnej egzystencji. To samo tyczy się głodu i brudu – pewnie gdyby się okazało, że to bardzo opłacalne to momentalnie by się zmieniło. Poczucie bezsilności jest o tyle większe, o ile większa jest świadomość tego, że autorzy całego bałaganu już dawno są zabezpieczeni na tyle, żeby się po prostu nie przejmować. Oczywiście mówię to jako mieszkaniec Europy – względnie spokojnej części świata która pełnymi garściami korzysta z takiej sytuacji. Dla Sicphorm to również dosłowny nowy porządek – zgodziliśmy się, że podobnie patrzymy na kwestie o których wspominałem i przyjęliśmy koncepcję postapokaliptyczną, jako wizję tego, co się stanie ze światem jaki znamy, jeżeli nie pojawi się w nim więcej empatii, zrozumienia, dialogu. Ważne jest też to, że akceptujemy fakt, że istnieją ludzie dla których takie wartości nie mają żadnego znaczenia i wiemy, że mają do tego prawo. Nasza propozycja to wysłuchanie również ich potrzeb i próba wyjścia naprzeciw. Dzisiaj niestety większość ruchów bardzo się radykalizuje a przecież kraj, kontynent czy cały świat jest tylko jeden. Jeden dla nas wszystkich i musimy o tym pamiętać. No chyba, że wizja Sicphorm jest bardziej sexi – wtedy mamy problem.

DE: Koncerty z uznanymi składami to dla was nie pierwszyzna, ale ciekawi mnie jak to uczucie dzielić scenę z Romanem K. – niedawno mieliście okazję zagrać z jego Katem we Wrocławiu.

ŁJ: Spotkanie z Romanem ograniczyło się do krótkiego „dzień dobry”. Poza współgraniu na jednej scenie i współistnieniu na plakacie każdy chyba skupia się na tym, żeby dobrze zrobić swoje. Ale samo poczucie, że występowaliśmy na jednej scenie dodaje skrzydeł.

DE: Tak by the way, słuchałeś nowych płyt obu Katów?

ŁJ: Słuchałem i uważam, że Roman pisze świetne teksty i jeszcze lepiej je wyraża. Podobnie jest z Piotrem pod względem kompozycji muzycznych i riffów. Połączenie jednego i drugiego było legendą. Jak mam być szczery, to płyta Romana zostawiła w mojej głowie jakiś ślad, płyta Piotra pamiętam, że była i była fajnie zagrana, ale co tam się działo to zupełnie nie pamiętam.

DE: Piszecie na swoim profilu o planach ekspansji poza granice naszego kraju. Zakładam, że mimo nowoczesnych technologii telekomunikacyjnych, nie jest to łatwe ze względu na ogromną konkurencję i fakt, że może być tak, że na obcym gruncie nikt na was nie czeka. Jakie macie plany na tę krucjatę?

ŁJ: Przydałby się jakiś skandal, co? Tak zupełnie serio, pamiętam jak Zbigniew Wodecki mówił, żeby robić swoje i czekać na swój czas. To chyba jest nasza recepta. Nie będziemy oczywiście czekać bezczynnie, ale zamierzamy wykorzystywać nadarzające się okazje do robienia tego co lubimy i w czym chcemy być coraz lepsi. Naszym celem jest jakiś przekaz i jakość – myślę, że wtedy efekt skali nie jest aż tak istotny bo satysfakcja z tego co i na jakim poziomie robimy daje wystarczająco dużo energii żeby się nią podzielić z odbiorcami. Nie jesteśmy też w muzyce od wczoraj, więc poprzeczka którą sobie stawiamy ciągle idzie w górę.

DE: Jak wyglądają wasze najbliższe plany koncertowe?

ŁJ: Najbliższe plany Sicphorm to LP, wraz z ukończeniem prac nad wydawnictwem pewnie ruszymy z promocją, w tym z koncertami. Cierpliwości a będzie wam dane.

Tekst: Igor Waniurski

Foto: z arch. zespołu