Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Relacja z Into the Abyss Fest

Choć po śmierci Metalmanii i podrygach Metalfestu nadal brakuje w naszym kraju dużego metalowego festiwalu, to oferta imprez o mniejszej skali jest coraz bogatsza. W ostatni weekend we Wrocławiu objawił się jeden. Into the Abyss Fest – DIY Extreme Metal Fest, tak brzmi pełna nazwa wydarzenia i dobrze oddaje ona jego zawartość.

Oba dni imprezy różniły się klimatem. W piątek dominowały głównie kapele ze świata sludge i doom, natomiast głównym punktem był koncert amerykańskich awangardowców z Today Is the Day. Steve Austin poza kolekcjonowaniem broni wie, jak robić doskonałą muzykę. Zaskoczenia nie było, Amerykanie swoim porywającym, szaleńczym i finezyjnym występem zmietli wszystkich. To zadziwiające ile energii ma w sobie niemłody już przecież Austin. Wyraźnie czuć było też, dlaczego jest inspiracją dla zespołów takich jak The Dillinger Escape Plan. Od pierwszych dźwięków grali z zaangażowaniem i pasją, żadnego odbębniania koncertu z myślą o tym, żeby tylko wrócić do hotelu na piwo, co zdarza się dużo bardziej popularnym artystom. Nie przeszkadzają mu częste zmiany składu (stanowiska perkusisty i basisty są w zespole ewidentnie lotne, z kronikarskiego obowiązku dodam, że w obecnym wcieleniu zajmują je, odpowiednio: Douglas Adrae i Trevor Thomas). Nie przeszkadzały również puszczane z telefonu przez basistę nagrania dźwiękowe, stanowiące wprowadzenia do niektórych kawałków. Reakcja publiczność? Ekstaza i pogo, co w małym klubie, jakim jest Ciemna Strona Miasta, robi tym większe wrażenie. Nie był to pierwszy występ Today Is the Day we Wrocławiu. Mam również nadzieję, że nie ostatni.

today6

O grających wcześniej Grime mógłbym powiedzieć wszystko, tylko nie to, że pochodzą z Włoch. Słońca w ich brudnym doom / sludge z wrzeszczącym wokalem nie było. Za to pełno walcowatych, miażdżących riffów, zgodnie z prawidłami tej sztuki. Oczywiście w gitarowej robocie słychać było echa Black Sabbath (ale też i Eyehategod), jednak momentami występ był po prostu męczący.

Pierwszego dnia wystąpili również zawodnicy z Polski: Siła i Legalize Crime.
W sobotę dominowała zupełnie inna, death metalowa stylistyka. Koncerty odbywały się na większej sali Ośrodka Działań Artystycznych Firlej.

Co było najlepsze tego dnia? Zdecydowanie Grecy z Dead Congregation oraz polski Embrional. Obie kapele grają brutalny death metal. Goście z Aten zdradzają wyraźnie inspiracje naszym Behemothem oraz Nile, podobnie jak wspomniane zespoły próbują kreować sugestywną atmosferę, nie tylko dostarczając ciosy. Na scenie nie brali jednak jeńców a intensywnością nie mieli sobie równych. Zespół funkcjonuje już prawie dziesięć lat, jednak wydał dopiero dwie pełne płyty (ostatnią w zeszłym roku). Być może taka nieregularność pozwala zachować świeżość.

Embrional pochodzą ze Śląska i wykonują techniczną odmianę death metalu, w której z brutalnością zderza się połamaną rytmiką, nieco prog metalową. Na scenie brzmią jeszcze bardziej dosadnie niż na nagraniach, jak ciemna esencja death metalu. Agresywni i dostojni jednocześnie. Był to też koncert, na którym publiczność bawiła się zdecydowanie najlepiej tego dnia, kilka dziewcząt nawet zaczęło… tańczyć. Jak wygląda taniec do muzyki Embrional? Musze przyznać, że osobliwie.

Z niecierpliwością czekałem na poznaniaków z In Twilight’s Embrace. Po wydaniu ostatniej świetnej płyty “The Grim Muse”, o zespole zrobiło się naprawdę głośno, toteż oczekiwania były wysokie. Muszę przyznać, że doskonale prezentowali się na scenie, najpierw poleciało długie intro, na które złożyły się zaśpiewy rodem z katedry, na scenie mnóstwo zapalonych świec, do tego światło z tyłu, podkreślające tylko sylwetki muzyków. W samej sztuce, mimo, że świetne zagranej, zabrakło jednak trochę emocji, grupa zabrzmiała w dość zimny sposób, co nie bardzo mi się podobało. Nie wiem czy oni tak mają (lektura płyt daje zgła inne wrażenie), czy po prostu taki dzień. Ten brak dało się zauważyć, zwłaszcza w porównaniu do występujących później Embrional.

Sensacją z gatunku dobrego death ‘n rolla był występ Martina Schirenca z Pungent Stench, wykonującego muzykę tej kultowej kapeli (jako “Schirenc Plays Pungent Stench”). To już klasyka a jednocześnie muzyka o bardziej przebojowym charakterze, zagrana na luzie, bez nadęcia. Zresztą, basista swoja aparycją przypominał Elvisa, niech to określi trop, jaki charakter miała zabawa. Oczywiście wszystko to death metal, ale taki do potupania. Przy okazji, Martin przypomniał jak dobrą muzykę kiedyś tworzył. O ile wiem, to niczym specjalnym muzycznie się dziś nie zajmuje.

Skład uzupełniły Nuclear Holocaust, BÖN oraz Exit Humanity, niemiecki zespół, którego członkowie chyba dla odprężenia po pracy biorą w łapy piwo, gitary i łupią death metal. Jeszcze jednak trochę przed nimi, aby wychodziło to naprawdę dobrze.

Reasumując, pierwsza edycja Into the Abyss Fest może obwieścić sukces. Ludzie przyszli (w piątek trochę więcej niż w sobotę), atmosfera była przednia. Na kilku stoiskach można było zaopatrzyć się w płyty, koszulki i inne gadżety. Nader wszystko, koncerty były świetne, z najmocniejszymi punktami w postaci Today Is the Day, Dead Congregation i Embrional. Nie wiem czy podział na dwa odmienne stylistycznie dni zostanie zachowany w przyszłości, ale taka różnorodność podobała mi się. Do zobaczenia za rok? Mam
nadzieję.

tekst: Igor Waniurski
zdjęcia: Kamila Marzec (pierwszy dzień)

Like this Article? Share it!

About The Author