Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Relacja z OFF Festivalu 2018 DZIEŃ 3 – Katowice, Dolina Trzech Stawów, 03-05.08.2018

Z powodu utrudnień komunikacyjnych spowodowanych przez Tour de Pologne na swój koncert spóźnił się Marlon Williams. Ten Nowozelandczyk jest opisywany jako osoba, która może pogodzić fanów Bona Ivera, Devendry Banharta, Chrisa Isaaka oraz Morrisseya. Obdarzony niesamowitym głosem Marlon wystąpił trzeciego dnia Off Festivalu na scenie Trójki. Rozpoczął sam, akompaniując sobie gitarą akustyczną (Come to Me), a później dołączył do niego zespół. Marlon zaśpiewał i zagrał ze swoim zespołem większą cześć jego albumu „Make Way for Love”. Przy jego muzyce można się wspaniale rozmarzyć – jest taka luźna, folkowo-bardowska, w myślach powstają różne obrazy podróży. Był Come to Me, Party Boy, Dark Child, Make Way for Love. Na koniec koncertu Marlon wykonał cover utworu Screamin’ Jay Hawkins Portrait of a Man. Fenomenalnie mu to wyszło. Był to zacny koncert.

Marlon Williams, fot. Łukasz Krawiec

Publiczność, fot. Łukasz Krawiec

Marlon Williams, fot. Łukasz Krawiec

Marlon Williams, fot. Łukasz Krawiec

Ciekawostką muzyczną był dla mnie występ włoskiego duetu Sensations Fix. To elektronika połączona z rockiem progresywnym. Bardzo przyjemnie było się nasmakować tą muzyką.

Sensations Fix, fot. Łukasz Krawiec

Publiczność, fot. Łukasz Krawiec

Kompletnym rozczarowaniem okazał się niestety występ Ariela Pinka. Muzyk zataczał się nieco na scenie, nie trafiał z wokalem. Sam na początku mówił, że niezbyt dobrze się czuje. Całość próbowali ratować pozostali członkowie zespołu, ale ostatecznie całość wypadła niestety słabo.

Ariel Pink, fot. Łukasz Krawiec

Ariel Pink, fot. Łukasz Krawiec

Grubą imprezę zafundowała Offowi Big Freedia. Czegoś podobnego nigdy nie widziałem na scenie. Big Freedia to drag queen i raperka z Nowego Orleanu. Propaguje styl bogunce. Najpierw na scenę wyszedł didżej rozkręcający imprezę, a po nim dwójka tancerzy – kobieta i mężczyzna. Dopiero po nich na scenę wyszła Big Freedia, która została przywitana głośnym okrzykiem i oklaskami. Śpiewała swoje utwory, a po obu stronach tancerze się nie oszczędzali. Były twerki, a nawet udział dziesięciu osób wybranych z publiczności do tańczenia twerków na scenie. Energia i moc była niesamowita! Pod koniec występu została odtworzona piosenka Withney Houston I Will Always Love You, w której Big Freedia prowadziła wokalnie „chór” publiczności.

Big Freedia, fot. Łukasz Krawiec

Big Freedia, fot. Łukasz Krawiec

Big Freedia, fot. Łukasz Krawiec

Big Freedia, fot. Łukasz Krawiec

Poszedłem na większy fragment koncertu Kapeli ze Wsi Warszawa, aby zdążyć jeszcze na Furię. W obu przypadkach byłem zadowolony. Kapela ze Wsi Warszawa zagrała głównie materiał z „re:akcji mazowieckiej”, ale pojawiły się też inne utwory jak np. Bendzie wojna. Klasa sama w sobie! Piękny koncert! Furię widziałem już kilka razy. Koncert na Offie został świetnie nagłośniony na scenie Trójki. Domyślam się, że przeważająca część koncertu obfitowała w muzykę z „Za Ćmą, W Dym”. To black metal najwyższej, polskiej próby. Odpowiednie, agresywne światła stwarzały fantastyczny klimat do tej muzyki. Było mocno.

Kapela Ze Wsi Warszawa, fot. Łukasz Krawiec

Kapela Ze Wsi Warszawa, fot. Łukasz Krawiec

Amerykanka słowiańskiego pochodzenia Zola Jesus dała niezwykły koncert na scenie leśnej trzeciego dnia festiwalu rozpoczynając od utworu Veka. Co do jej pochodzenia – urocze było, jak powiedziała ze sceny, że lubi barszcz i pierogi. 😀 Jej muzykę można określić jako gotycki pop, dark wave. Ubrana w czerwony strój, zasłaniając czasami twarz, wyśpiewywała swoje utwory z należytą pasją, tworząc przy tym fantastyczny klimat. Następnie był Soak, Dangerous Days, Hikikomori. Mniej więcej od połowy koncertu poczułem, że w jej muzykę trzeba się bardziej „wkręcić” i poznać ją przed koncertem, gdyż odczułem lekkie odczucie… powtarzalności…może.

Zola Jesus, fot. Łukasz Krawiec

Zola Jesus, fot. Łukasz Krawiec

Ostatnim headlinerem tegorocznej edycji Off Festivalu był kwartet z Brooklynu Grizzly Bear. Ten niezwykły zespół wystąpił po raz pierwszy w Polsce. Oryginalna muzyka Grizzly Bear wspaniale rozpływała się w ten ostatni dzień festiwalu. Oj ładnie zagrali. Rozpoczęli od utworów z najnowszej płyty „Painted Ruins” Four Cypresses, Losing All Sense, Cut-Out. Dalej był świetny numer z płyty wcześniejszej „Shields” Yet Again, a następnie z poprzedniczki „Veckatimest” Fine for Now i fantastyczny ze świetnym klimatem i pięknym refrenem Ready, Able. Następnie Niedźwiedzie zagrały singlowy, bardzo udany Mourning Sound, a po nim Sleeping Ute – piosenka, która otwiera album „Shields”. Fantastycznie było usłyszeć najbardziej znany utwór Grizzly Bear Two Weeks. Świetnie wykonują to na żywo. Przepięknie panowie zagrali balladę Foreground. Kwintesencja stylu Grizzly Bear. Na sam koniec zespół wyszedł na scenę zagrać na bis świetnie zaaranżowany utwór Sun in Your Eyes. Było naprawdę pięknie grane!

Grizzly Bear, fot. Łukasz Krawiec

Grizzly Bear, fot. Łukasz Krawiec

Grizzly Bear, fot. Łukasz Krawiec

Wspomnę jeszcze, że przyjemnie było się pobujać na koniec każdego dnia festiwalu do muzyki elektronicznej – Jona Hopkinsa i Davida Augusta. Natomiast strefa gastronomiczna festiwalu była jak zwykle na najwyższym poziomie.

Off Festival 2018 był niesamowitym trzydniowym lotem nad wspaniałym i różnorodnym morzem muzyki. Tak wiele, tak różnych emocji wywołanych sztuką w ciągu jednego weekendu można doświadczyć w Katowicach.

PS. W czasie przepinek technicznych na scenach festiwalowych rozbrzmiewała muzyka Maanamu, co jak domyślam się, było hołdem dla zmarłej niedawno Kory.

Bardzo dziękujemy organizatorom za współpracę.

DZIEŃ 2DZIEŃ 1

tekst i foto: Łukasz Krawiec