Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Relacja z OFF Festivalu 2018 DZIEŃ 2 – Katowice, Dolina Trzech Stawów, 03-05.08.2018

Ze względu na to, że większość składu zespołu Kinga Ayisoby (niezwykle popularnego w Ghanie) nie otrzymało wiz, na scenie eksperymentalnej drugiego dnia festiwalu wystąpił członek tego zespołu, w swoim repertuarze – Ayuune Sule. Był to niezwykle energetyczny, afrykański koncert! Ayuune Sule wyszedł na scenę tylko ze swoim instrumentem – kologo (dwustrunowa malutka gitara) we wspaniałym stroju, jak domyślam się, ghańskim. Z niesamowitą pasją Sule wyśpiewywał teksty, akompaniując sobie na kologo, a pod koniec koncertu cała publiczność pląsała do jego muzyki. Wspaniała energia!


Ayuune Sule, fot. Łukasz Krawiec

Słyszałem wiele pozytywnych opinii o koncertach Rolling Blackouts Coastal Fever, lecz wydaję mi się, że zagrali bardzo przeciętnie – typowy koncert rockowy. Piosenki zespołu wpadają w ucho i przyjemnie było ich zobaczyć.


Rolling Blackouts Coastal Fever, fot. Łukasz Krawiec



Rolling Blackouts Coastal Fever, fot. Łukasz Krawiec



Publiczność, fot. Łukasz Krawiec

Na scenie leśnej fantastycznym, noise’owym występem popisało się nowojorskie, legendarne trio Unsane. Świetnej zabawy i falującym tańcu pogo nie było końca. Zespół zaczął od pierwszego utworu z najnowszej płyty Factory. Pojawiło się jeszcze kilka utworów ze „Sterilize”. Był także Committed. Niesamowita siła i moc tkwią w tej muzyce. Był szaleńczy czad!


Unsane, fot. Łukasz Krawiec



Unsane, fot. Łukasz Krawiec



Publiczność, fot. Łukasz Krawiec



Publiczność, fot. Łukasz Krawiec

Po koncercie Unsane zacząłem żałować, że z trwających w tym samym czasie dwu koncertów, nie wybrałem tego drugiego. Turbonegro wystąpili w śmiesznych strojach, które widać poniżej, a muzycznie dali energiczny rock’n’rollowy występ pełen melodyjnych, chwytliwych partii. Ale piękniej było w tym czasie na koncercie człowieka obdarzonego niesamowitym głosem – Mosesa Sumneya z Kalifornii. Na jego występie niestety byłem tylko na dwu lub trzech ostatnich piosenkach. Był to przejmujący Doomed i Plastic. I to co słyszałem ze sceny i zachowanie, które widziałem wśród zachwyconej publiczności, wprowadziły mnie w stan żalu, że nie było mnie tu od samego początku.


Turbonegro, fot. Łukasz Krawiec

Na koncercie Adama Struga można było usłyszeć głównie materiał z jego ostatniej jak na razie płyty ”Leśny Bożek”. Była to muzyka tradycyjna, rdzenna z tekstami Leśmiana, Staffa, Asnyka i Jana Pocka. Ludowy, bardzo przyjemny występ. Były utwory przy których można było tańczyć, ale też takie smutniejsze, z nutką nostalgii. Adam Strug z zespołem zagrali m.in. Dwa księżyce, Ptasie Kłopoty.


Adam Strug, fot. Łukasz Krawiec

Bardzo przyjemnie słuchało się koncertu projektu zespołu Skalpel Big Band. Bardzo ciekawym zjawiskiem jest jazz pobrzmiewający poprzez elektroniczną muzyką z towarzyszeniem całego jazzowego big bandu. Niestety uważam, że ten koncertu został za cicho nagłośniony, więc trzeba było stanąć bliżej sceny, aby rozsmakować się dźwiękami projektu Skalpel Big Band.


Skalpel Big Band, fot. Łukasz Krawiec

Mile zaskoczony zostałem występem młodziutkiej Aurory. Jej świetne piosenki znakomicie wybrzmiały na scenie leśnej, a sama artystka wyglądała i śpiewała zjawiskowo. Będąc na fosie i robiąc zdjęcia uchwyciłem fanów Aurory, którzy byli w siódmym niebie widząc i słysząc swoją ulubienicę. Fani śpiewali teksty każdej piosenki i nie zabrakło również wzruszeń. Była większość utworów z jak na razie jedynego LP artystki „All My Demons Greeting Me As A Friend” na czele z Warrior, Murder Song (5, 4, 3, 2, 1), Runaway, Under the Water i Running With The Wolves. Przekonałem się na własnych uszach, że ta młoda artystka ma niesamowicie potężny i mocny głos.


Aurora, fot. Łukasz Krawiec



Aurora, fot. Łukasz Krawiec



Publiczność, fot. Łukasz Krawiec



Publiczność, fot. Łukasz Krawiec



Publiczność, fot. Łukasz Krawiec

Headlinerką drugiego dnia festiwalu była uznana aktorka i wokalistka Charlotte Gainsbourg. Większość utworów jakie można było usłyszeć w trakcie jej bardzo klimatycznego i zjawiskowego koncertu pochodzi z albumu „Rest”. Rozpoczęła od Lying With You. Scenografia była bardzo skromna, a jednocześnie wyjątkowa, inna. Na scenie ustawione były świetlne figury w kształcie prostokątów, które biły mocnym, białym światłem i to był przez jakiś czas jedyny element sceny. Muzycy byli raz w ciemni, raz w świetle wspomnianych przed chwilą elementów. Dalej artystka wykonała pierwszy utwór z „Rest”, tajemniczy Ring-A-Ring O’Roses. W pewnym momencie z góry sceny zjechały kolejne figury świetlne, które co jakiś czas zmieniały swoje położenie, tworząc naprawdę wyjątkową atmosferę. Mocniejszymi i bardziej „funkową”, przebojową piosenką była Sylvia Says i bardziej balladowe Heaven Can Wait, The Song That We Sing oraz Paradisco do których wiele osób tańczyło w rytm dźwięków.  Pojawił się również przebój Charlotte, piosenka Deadly Valentine, która ucieszyła wielu słuchaczy zgromadzonych pod sceną Miasta Muzyki. Następnie pojawiła się smutna pieśń Kate. Pod koniec koncertu Charlotte zaprezentowała cover utworu Kanye’a Westa Runaway oraz na sam koniec wybrzmiał Lemon Incest. Był to dla mnie bardzo interesujący występ. Nie widziałem podobnego koncertu w takiej formule.


Charlotte Gainsbourg, fot. Łukasz Krawiec



Charlotte Gainsbourg, fot. Łukasz Krawiec



Charlotte Gainsbourg, fot. Łukasz Krawiec

To nadal jeszcze nie koniec relacji, tutaj: DZIEŃ 3DZIEŃ 1

 

tekst i foto: Łukasz Krawiec