Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Relacja z OFF Festivalu 2018 DZIEŃ 1 – Katowice, Dolina Trzech Stawów, 03-05.08.2018

To był mój piąty Off Festival! I był wspaniały!

Z niecierpliwością oczekiwałem na te trzy dni pierwszego weekendu sierpnia w katowickiej Dolinie Trzech Stawów. Co roku od czterech lat czekam na Offa z wypiekami na twarzy i uszami nastawionymi na odkrywanie nowej muzyki z różnych stron świata.

Trochę smutno zrobiło mi się jak dotarła do mnie informacja o tym, że nie przyjedzie do Katowic Yellow Days oraz John Maus. Już wyobrażałem sobie jak to wspaniale będzie wysłuchać na żywo Hey Moon (“it’s just you and me tonight, everyone else is asleep”) Mausa. Brak Johna Mausa spowodował także brak zespołu Gary War. Nad ranem w niedzielę w sieci pojawiła się informacja o tym, że zespół tęskno również nie wystąpi. Wcześniej swoją trasę odwołała także Aldous Harding i Chastity Belt.

Uważam, że urokliwość i ciągły rozwój Katowic powoduje to, że tak chętnie chce się tam wracać. W zeszłym roku miałem niebywałą okazję obejrzeć wystawę obrazów Zdzisława Beksińskiego. W tym roku przy okazji festiwalu można było obejrzeć wystawę “Podziemny strumień – o emocjach w muzyce” w miejscu o nazwie Rondo Sztuki. Jest to bardzo interesująca wystawa prezentująca bardzo różne oblicza emocji, które wywołuje w nas muzyka. Ulubione miejsce na posilenie się przed dniem pełnym koncertów to oczywiście wegetariański bar – “Złoty Osioł”, który nieodzownie zaczyna mi się kojarzyć z odwiedzinami Katowic.

Organizatorzy festiwalu wypracowali tak dobrą logistykę i umiejscowienie wszystkich stref w Dolinie Trzech Stawów, że jak widać, dla wszystkich sprawdza się to do dziś i bez problemu wszędzie od razu można trafić i oprowadzać tych, którzy na festiwalu są po raz pierwszy.

Już samo wejście na teren imprezy wprawiło mnie w doskonały nastrój i świetne samopoczucie. Nie ma to jak festiwalowy domek! Ot co! Najpierw należało nieco schłodzić się złocistym napojem marki Grolsch oraz mgiełką chłodzącą zorganizowaną przez katowickie wodociągi. I na koncerty!

Warszawskie trio Pokusa rozpoczęło serię muzycznych doświadczeń na scenie eksperymentalnej. Ich awangardowy, zadziorny, czasami szalony jazz otworzył festiwal z grubej rury muzyką wymagającą nieco więcej od słuchacza, gdyż to muzyka improwizowana. Repertuar jaki prezentuje Pokusa znajduje się na ich albumie “Einz”, która jest bardzo ciekawym zjawiskiem muzycznym. Wspomnę jeszcze tylko, że zespół jest pod skrzydłami wytwórni Lado ABC.



Pokusa, fot. Łukasz Krawiec


Pokusa, fot. Łukasz Krawiec

Z kolei Good Night Chicken łoili ostro garażowym rock’n’rollem. Młody, bydgoski zespół ma na koncie trzy albumy. O dziwo – jest to duet! Słuchając wcześniej pozycji „You Like The Taste, Don’t You” sądziłem, że na scenie będzie trio – gitara, bas, perkusja. W składzie zespołu występuje gitarzysta i zarazem wokalista Artur Kujawa oraz perkusista Tomek Gołda. Pod sceną Trójki zebrała się całkiem spora grupa słuchaczy pobierająca z tej muzyki jak najwięcej rockowej energii. Dobra, czadowa muzyka na rozpoczęcie pierwszego dnia festiwalu.


Good Night Chicken, fot. Łukasz Krawiec

Byłem bardzo ciekawy jak zabrzmi na żywo materiał Nanook of the North. Jest to duet Stefana Wesołowskiego i Piotra Kalińskiego, którzy nagrali muzykę do niemego filmu sprzed stu lat „Nanuk z Północy”. Na scenie eksperymentalnej zrobiło się chłodno i mrocznie… Wesołowski grał na pianinie i skrzypcach, a Kaliński zasiadł za elektroniką.


Nanook of the North, fot. Łukasz Krawiec



Nanook of the North, fot. Łukasz Krawiec



Publiczność, fot. Łukasz Krawiec

Rosyjski zespół Shortparis zastąpił na scenie Miasta Muzyki Yellow Days. Zespół wystąpił w tym roku w Poznaniu w ramach Enea Spring Break Showcase & Festival. Shortparis prezentuje bardzo interesującą, zaskakującą muzykę. Szalony perkusista i charyzmatyczny wokalista byli głównymi punktami ich muzycznego performance’u.


Shortparis, fot. Łukasz Krawiec

Po raz drugi na Off Festivalu wystąpiła kapela Hańba!. W 2015 roku zagrali na scenie eksperymentalnej porywający koncert pełen punkowej energii. W tym roku zespół wystąpił na scenie leśnej. Większość materiału pochodziła z najnowszego albumu zespołu „Będą bić”. I tym razem również zagrali świetny, porywający i energetyczny koncert. Pod sceną publika rozbrykała się w tańcu pogo, w którym nawet uczestniczyła osoba na wózku inwalidzkim. Nieprawdopodobne! Było wybornie!


Hańba, fot. Łukasz Krawiec



Publiczność, fot. Łukasz Krawiec

Po ogłoszeniu Kultu w line-upie w komentarzach pod postem na facebooku pojawiło się sporo opinii zadziwionych takim wyborem organizatorów. Lecz koncert Kultu był naprawdę dobry. Widziałem ich kilka razy i nie spodziewałem się, że tak wpasują się w ten festiwal. Wykonanie utworu Tan pod koniec występu było świetne, a i przyjęcie zespołu przez publiczność było bardzo ciepłe. Podczas koncertu zespół zagrał całą płytę „Spokojnie”, choć nie emanowali zbyt dużą energią i entuzjazmem w wykonaniu tego materiału nie wywieszając za plecami ani okładki płyty ani żadnej wizualizacji.


Kult, fot. Łukasz Krawiec



Kult, fot. Łukasz Krawiec

Najwspanialszym koncertem tego dnia festiwalu były The Como Mamas. Trzy kobiety prosto z miasteczka Como przy rzece Missisipi wraz z dwójką towarzyszących instrumentalistów – gitarzysty i perkusisty. Każda z wokalistek przedstawiła się, po czym rozpoczęli pierwszy utwór. Siła w tej muzyce jest niesamowita. Pląsom pod sceną nie było końca. Muzyka The Como Mamas to nie tylko muzyka dla fanów muzyki gospel. Zespół poruszył nie jednego, dla którego gospel i soul były bardzo odległymi światami. Pomiędzy niektórymi utworami artystki opowiadały ciekawe opowieści z życia młodzieńczego, np. o matce.


The Como Mamas, fot. Łukasz Krawiec



The Como Mamas, fot. Łukasz Krawiec



The Como Mamas, fot. Łukasz Krawiec

Niezwykle interesującym i zarazem intrygującym występem okazali się The Mystery of the Bulgarian Voices, którzy wystąpili na scenie Trójki. Jest to chór kobiecy wykonujący ludową muzykę bułgarską. Wszystkie kobiety ubrane były w przepiękne stroje ludowe w których głównym kolorem była czerwień. Tradycyjne pieśni wybrzmiały bardzo podniośle i bardzo mnie oczarowały. Chórowi przewodniczyła dyrygentka Dora Hristova.


The Mystery of Bulgarian Voices, fot. Łukasz Krawiec

Yasuaki Shimizu wystąpił na scenie eksperymentalnej tworząc niesamowity, oniryczny klimat. Najlepiej było rozsiąść się na drewnianych deskach i wczuć w atmosferę muzyki tego Japończyka, który współpracował między innymi z Björk.


Yasuaki Shimizu, fot. Łukasz Krawiec

M.I.A zagrała najbardziej rozczarowujący koncert headlinera Offa. Jej zachowanie sceniczne było tak sztuczne i gwiazdorskie, że wołało to o pomstę do nieba. Wylewanie niejednej butelki wody na publiczność i rzucanie butelki (jeszcze z wodą) na komputery swojej didżejki wywołało u mnie nie zbyt dobre odczucie. Był to typowy przerost formy nad treścią. Artystka zanim skupić się na śpiewaniu, które było nieczyste i niedokładne (odsuwanie od ust mikrofonu), skupiała się więcej na show i tańcach.


M.I.A, fot. Łukasz Krawiec



M.I.A, fot. Łukasz Krawiec



M.I.A, fot. Łukasz Krawiec

To jeszcze nie koniec relacji, tutaj: DZIEŃ 2

tekst i foto: Łukasz Krawiec