Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Relacja z OFF Festivalu 2017 – Katowice, Dolina Trzech Stawów, 04-06.08.2017

Niestety z powodów dalszych podróży, tegoroczna edycja Off Festivalu zakończyła się dla mnie po dwóch dniach, które okazały się niezwykle bogate w muzyczne doświadczenia i różne światy. Festiwal Off był w tym roku dla mnie wyzwaniem fotograficznym, a więc tekstu będzie nieco mniej niż zwykle. Zamieszczę niektóre opisy wykonawców pochodzące ze strony Off Festivalu, dopieszczając je moimi wrażeniami z występów.

Mirt + Ter

Elektronika bez laptopów i komputerów. Mirt to muzyk, grafik, wydawca i współtwórca pierwszej polskiej manufaktury produkującej syntezatory modularne XAOC Devices. Wydał kilkanaście albumów, a na scenie mogli go zobaczyć i usłyszeć choćby ci, którzy przybyli jesienią na jeden z krakowskich koncertów Mike’a Pattona. Ter jest jedną z niewielu kobiet w Polsce, które grają na żywo na syntezatorach modularnych. Przez lata występowała w zespole Brasil and the Gallowbrothers Band, by w 2013 roku zadebiutować solo albumem „Fingerprints”. Razem Mir + Ter płyną dokąd ich improwizacja poniesie, w gęstym, ponurym strumieniu niepokojących dźwięków.

Majestatyczna elektronika słuchana przez jeszcze niewielką liczbę publiczności na początek tegorocznej edycji festiwalu. Znalazły się osoby pląsające do enigmatycznych dźwięków duetu. Mirt + Ter wprowadził klimat mrocznych, zimnych dźwięków oddając się refleksjom.

C Duncan

Kompozytor i wokalista, który za debiutancki album „Architect” był nominowany do Mercury Music Prize, a kolejną płytą – „The Midnight Sun” (2016) – tylko potwierdził, że zasłużył na miano największego wrażliwca szkockiej sceny. Nikt jak C Duncan nie umie łączyć elegancji muzyki klasycznej ze słodką ascezą dream popu.

Bardzo przyjemny pop C Duncana rozmarzył zgromadzoną publiczność przy scenie Trójki. Świetnie wykonana muzyka z bardzo fajnym wokalem oraz bogatymi aranżacjami, jak na muzykę pop, sprawdziły się wyśmienicie, aby odechnąć od trudniejszej muzyki słuchanej wcześniej.

Shame

Porządnego czadu hardcore’owego dostarczył młodziutki zespół Shame. Ekspresją swojego lidera, zespół rozruszał każdego pod sceną leśną.

Spoiwo

Niezwykłe wrażenie zrobił na mnie ten zespół. Przeszły ciary w czasie występu tego post-rockowego zespołu. Najlepsze było to, że wybierając się na koncert tego zespołu, kompletnie nie wiedziałem jaką muzykę wykonuje. Koncert był doprawdy wspaniały.

Idles

Tu nie ma się specjalnie nad czym rozwodzić – tego trzeba posłuchać i trzeba to zobaczyć. Idles pochodzą z Bristolu i zeszli się ponoć, by zatańczyć na grobie lokalnej sceny niezależnej. Grają post-punka. Twierdzą, że czasem nie da się go słuchać, ale w tym miejscu akurat mijają się z prawdą. „Brutalism”, pełnowymiarowy album Idles, to kawał znakomitej muzyki, ale zarazem tylko część prawdy o zespole. Swoje prawdziwe oblicze odsłaniają na koncertach: dzikich, bezwstydnych i gwałtownych.

To był kolejny, po Shame, bardzo energetyczny występ. Solidna dawka mocnych i skocznych dźwięków. Wokalista zespołu ze swoją charyzmą, robił świetne wrażenie, a gitarzysta w bokserkach poczucie prawdziwego rock’n’rolla. Zespół zdobędzie pewnie już niedługo większą rozpoznawalność i sławę, bo oglądało i słuchało się Idles znakomicie.

Michael Gira

Tegoroczny kurator sceny eksperymentalnej wystąpił solo z samą gitarą. Brzmienie jego gitary akustycznej było bardzo organiczne. Ustawione bardzo niskie brzmienie połączone z głosem Giry sprawiało wrażenie napotęgowanego emocjami. Zgromadzona publiczność długo oklaskiwała występ lidera Swans.

Bluszcz

Bracia Jarek (gitara, produkcja, głos) i Romek Zagrodny (gitara) stoją za tym nowym wrocławskim projektem, kolejnym nabytkiem Brennnessel Records, wytwórni prowadzonej przez muzyków KAMP! Ich debiutancki singel – „Aspen” – zachwycił sentymentalnym synthpopem z mocną akcentowaną gitarą i wszyscy czekamy na więcej. A także na koncert na OFFie, bo trudno o lepszą muzykę na lato.

Kikagaku Moyo

oznacza – jak doskonale wiecie – geometryczne wzory. I jest w tym sporo ironii, bo choć w muzyce japońskiego zespołu znajdziecie rozbudowane, ale zdyscyplinowane struktury o artrockowej proweniencji, gną się one i rozpuszczają w psychodelicznym kwasie. Nawiązującym z jednej strony do krautrocka, z drugiej do indyjskich rag, a z trzeciej wreszcie do ich lokalnych tradycji takiego grania, z Acid Mothers Temple na czele. Próbkę ich brzmienia znajdziecie w klipie zapowiadającym OFF Festival Katowice 2017.

Kikagaku Moyo powstali w Tokio w 2012 roku, ale dorobili się już czterech albumów, z których najnowszy – „House in the Tall Grass“ – to już naprawdę wysokie loty, bez uwięzi. Odważycie się do nich dołączyć?

Richard Dawson

Szalony bard z Newcastle. Jedni widzę w nim brytyjską odpowiedź na twórczość Captaina Beefhearta, inni z upodobaniem śledzą tropy, które wiodą od przedwiecznych celtyckich hymnów, przez korzenie bluesa aż po – rzekomo – pieśni z azjatyckich stepów. Bez wątpienia jednak jest Richard Dawson głosem absolutnie oryginalnym na współczesnej scenie, czego dowodzi album „Nothing Important“, wydany przez Weird World/Domino. Doskonale ujął to recenzent The Quietus: „Czasem brzmi to głęboko, boleśnie intymnie, ale jest również dowcipne, sprośne, surrealistyczne, niepokojące, nostalgiczne, krzykliwe i nieustraszenie wyjątkowe”

To był najlepszy koncert tych dwóch dni Offa. Na scenę wyszedł sam. Ubrany w szeroką, podwiniętą koszulę i tylko z małą gitarą akustyczną. Niektóre utwory Richard Dawson śpiewał accapela wystukując sobie tylko rytm stopą o podłoże sceny. Świetny wokal, melodie i teksty wzbudzudziły wielki zachwyt wśród publiczności. Oklaskom po koncercie nie było końca. Richard po każdym utworze popijał dużą ilość wody, widocznie męcząć sie wykonaniem piosenek, a na sam koniec był już cały mokry, gdy podchodził do fanów chcących podziękować osobiście za koncert i zdobyć autograf. Cudowny koncert!

Noura Mint Seymali

Griotka z Mauretanii, która fenomenalnym, potężnym głosem opowiada historię północnoafrykańskich nomadów, wzmacniając swój przekaz – i torując sobie drogę do zachodniej publiczności – akompaniamentem, który odnosi się zarówno do jej rodzimych tradycji, jak i do spuścizny psychodelicznego rocka. Jej debiutancki album „Tzenni”, zdominował wiele zestawień z muzyką world za rok 2014, a wydana jesienią 2016 roku płyta „Arbina” tylko potwierdziła, że Noura Mint Seymali to dziś królowa Sahary.

Scena eksperymentalna co roku obfituje we wspaniałych i ciekawych wykonawców z różnych stron świata. Mauretański zespół Noura Mint Seymali zagrali genialny koncert, a publiczność bawiła sie na nim wybornie. Sam zespół jak widać na zdjęciach – również.

Wolves In The Throne Room

Mroczna, metalowa uczta na Offie? Proszę bardzo! Wolves In The Throne Room! Panowie z Ameryki mocno mnie i innych słuchaczy zachwycili swoim atmosferycznym black metalem. Zespół wystąpił na plenerowej scenie leśnej, co nieczęsto zdarza sie na Offie dla zespołów metalowych. Wraz z całą oprawą, potężnym nagłośnieniem, scenografią wbili swym ciężarem w ziemię.

Kwadrofonik i Artur Rojek grają „Symfonię przemysłową nr 1”

Projekt zespołu Kwadrofonik z Arturem Rojkiem wydawał sie niezwykle ciekawym zjawiskiem muzycznym. Niestety przez problemy natury technicznej (niezsynchronizowne wyświetlane obrazy) czar prysł i występ wydał mi się nieco flegmatyczny. Na koniec w zamian za frustrację problemami technicznymi i przerwaniem koncertu, Artur Rojek wraz z Kwadrofonikiem zagrali muzykę z serialu Twin Peaks  – „Falling”.

OFF Festival 2017 był niesamowity! Mnogość najróżniejszej muzyki z najrozmaitszych zakątków świata w jednym, pięknym, klimatycznym miejscu Doliny Trzech Stawów w Katowicach.

 

Tekst i zdjęcia: Łukasz Krawiec