Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Relacja z koncertu Adrian Belew Power Trio we Wrocławiu

Rozpoczął się karmazynowy rok dla Wrocławia. Nie dość, że we wrześniu dwa koncerty w Narodowym Forum Muzyki zagra legendarny King Crimson, to w ostatni weekend mogliśmy uczestniczyć w występie innej legendy związanej z tym zespołem, Adriana Belew’a z jego Power Trio.

Artysta ekscentryk, muzyczny innowator, potrafiący zmusić swoją gitarę do tego, aby brzmiała niczym słonie czy nosorożce podczas godów na sawannie, w promieniach zachodzącego słońca. Albo dziesiątki insektów w nocy, wśród wysokich traw. Jednocześnie, ten nader chętny do eksperymentów artysta gra przebojowo, z hardrockową werwą, w jazzowym anturażu.

Jakkolwiek byśmy go nie określili, Adrian udowodnił też, że jest uroczym showmanem.

ADRIAN-BELEW-POWER-TRIO-1

Adrian Belew przez ponad 30 lat był wokalną i gitarową podporą King Crimson. Pomógł Robertowi Frippowi wprowadzić zespół, w trudne dla rocka progresywnego lata 80. Zrobili to bez drastycznego homogenizowania stylu (vide Genesis, ELP). Albumy takie jak “Discipline”, “Beat”, “Three of a Perfect Pair”, ale też te z lat 90., były świeże i zniewalające. W niczym nie ustępowały klasykom sprzed dekady, jednocześnie stanowiąc krok naprzód i ucieczkę od etykiety “dinozaurów”, przypisywanej doświadczonym muzykom gatunku. Nie mam żadnych wątpliwości, że sukces ten to w przeważającej mierze zasługa Adriana i jego umiejętności. Zresztą, na jego talencie poznali się już wcześniej Frank Zappa, David Byrne czy sam David Bowie, angażując młodego muzyka do udziału w sesjach nagraniowych i koncertach. Muzyk otrzymał też nagrodę Grammy, za instrumentalny utwór „Beat Box Guitar”.

DSC_0096

Power Trio to pozornie skromna formuła. Liderowi towarzyszy basistka Julie Slick oraz perkusista Tobias Ralph. Ciekaw byłem, jak trio sprawdzi się w bogatej muzyce solowych płyt Adriana a zwłaszcza King Crimson. Przecież blisko połowę programu stanowił materiał tegoż zespołu. Już pierwsze dźwięki “The Mormur” oraz następnego w kolei “Big Electric Cat” pełne były rockowej mocy. Muzycy zabrzmieli potężnie i energicznie. Belew, mimo sześćdziesięciu sześciu lat na karku, zachwycał witalnością i humorem. Doskonale bawił się muzyką, a to uśmiechając się i puszczając oczka do publiczności, czy podpuszczając pozostałych członków zespołu. W jego zachowaniu były tyle pozytywnej energii, że w ogóle nie dostrzegałem różnicy wieku pomiędzy wykonawcami (Julie i Tobias są przecież młodsi o ponad 30 lat).

Po kilku solowych utworach usłyszeliśmy pierwszą serię kawałków King Crimson, ku niezwykle entuzjastycznej reakcji publiczności. “Dinosaur”, “Three of a Perfect Pair” czy, zagrany nieco później “Frame by Frame”, zdecydowanie podniosły temperaturę. Jak trio poradziło sobie ze złożonymi partiami instrumentalnymi King Crimson? W bardzo prosty sposób. Gitarzysta korzystał po prostu z pętli efektów, dodając kolejne warstwy dźwięków, próbując odtworzyć brzmienie grupy. Choć brakowało subtelności, jaką usłyszeć można w KC, całość brzmiała doskonale. Mieliśmy do czynienia z nieco cięższą wersją karmazynowej muzyki, czego, po takim układzie muzyków jak w trio, można było się spodziewać.

W dalszej części, po dziesięciominutowej przerwie, przeplatały się fragmenty solowych płyt w tym wspomniane “Beat Box Guitar”, “Ampersand” czy zachwycający od pierwszych dźwięków “Futurevision” z klasykami wspomnianej wcześniej grupy. W pewnym momencie efekty podłogowe Adriania odmówiły posłuszeństwa i minęło kilkanaście dodatkowych minut, zanim obsługa techniczna sali sobie z tym poradziła. Niestety, niektórzy widzowie zdążyli w tym czasie opuścić salę koncertową. Był to duży błąd, bo końcówka występu, a zwłaszcza zagrany na bis, powalający swoją energią karmazynowy “Indiscipline”, wynagradzała wszelkie niedogodności.

Ani się obejrzałem, gdy muzycy schodzili już ze sceny, światło zostało zapalone, wieszcząc nieodwołany koniec imprezy. To jeden z takich spektakli, po których zakończeniu, od razu chciałoby się jechać na kolejny, potem jeszcze jeden. Doświadczenie magii, jaką Adrian czyni ze swoją gitarą, jest nieziemskie. To są dźwięki kosmosu, przetworzone przez niczym nieograniczoną wyobraźnię. Partnerujący mu Julie i Tobias to również znakomici muzycy, których słuchaj się z przyjemnością. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na powrót grupy do naszego kraju.

tekst: Igor Waniurski