Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Relacja z koncertu Satyricon w Krakowie

Norweska legenda (nie bójmy się tego wyświechtanego słowa) metal po raz kolejny odwiedziła nasz kraj. Nadarzyła się ku temu dobra okazja, bo “Deep Calleth Upon Deep”, najnowszy album grupy, ostudził trochę krytyków rozczarowanych nierównym poziomem poprzedniego wydawnictwa. Nowy krążek wydaje się kondensować najlepsze elementy przystępnego kierunku, jaki grupa obrała kilkanaście lat temu, z wyraźnymi odniesieniami do black metalowych korzeni. Oczywiście, żadne to “Nemesis Divina część druga”, a raczej współczesna próba określenia tego, może być black metal dla zespołu o eklektycznych przecież inspiracjach.

Każdy koncert Satyricona do tej pory sprawiał mi satysfakcję, toteż spodziewałem się przynajmniej udanego, równego poziomu. Jednocześnie miałem nadzieję, że przeskoczą występ z Progresji sprzed prawie dwóch i pół roku, który był jednym z najlepszych, jakie doświadczyłem z tym zespołem (na pierwszym miejscu stawiam Metalmanię 2008). Oczekiwania reszty fanów były chyba równie wysokie, bo krakowski Kwadrat był nabity do ostatniego miejsca – koncert się wyprzedał. Poważnie, nigdy wcześniej nie widziałem tylu ludzi w tym klubie. O zajęciu dobrej pozycji pod sceną przed samym koncertem nie było więc mowy, a temperatura była jak w piekarniku.

Zaczęli od krótkiego intro, a następnie tak, jak na płycie – “Midnight Serpent”, podczas którego dźwięk nie był jeszcze w pełni czytelny (na szczęście szybko to się zmieniło), ale zespół nadrabiał  energią. Satyr wrócił do wizerunku sprzed dekady, z włosami na żel, lekkim corpse paintingiem i skórzaną kurtką. Od pierwszego kawałka reakcja publiczności była entuzjastyczna, co wprawiło muzyków w osłupienie. Takie przyjęcie chyba trochę zmieszało frontmana, który sprawiał wrażenie  lekko zmieszanego. Umówmy się, jego konferansjerka czy sceniczne zachowanie (to wznoszenie pięści w geście triumfu) zawsze było nieco sztywne. Dalej, powrót do przedostatniego albumu z “Our World, It Rumbles Tonight”, następnie “Black Crow on a Tombstone” z udanego “Age Of Nero”. Zespół rozgrzany już na dobre, obaj gitarzyści z pasją wycinali swoje riffy a Frost momentami wychodził z siebie waląc w zestaw perkusyjny. Ten człowiek zawsze sprawiał wrażenie nieco opętanego, dając porwać się atmosferze koncertu. Z ostatniej płyty usłyszeliśmy w sumie cztery kawałki, w tym tytułowy, “To Your Brethren in the Dark” oraz “Ghost Of Rome”, który bardzo lubię. Oczywiście powrotów do przeszłości, z wyjątkiem “Mother North” i poprzedzającego go “Transcendental Requiem Of Slaves” nie można było się raczej spodziewać, więc ci, którzy liczyli na stary materiał, mam nadzieję, że zaliczyli koncert podczas poprzedniej trasy, gdy w całości grany był album “Nemesis Divina”.

Set uzupełnili kilkoma numerami z “Volcano” oraz przebojowego “Now, Diabolical” z utworem tytułowym oraz przebojowym “K.I.N.G.” na ostatni bis. Publiczność długo nie chciała pozwolić zejść grupie ze sceny, na co Satyr zareagował spontanicznym podziękowaniem. Choć w jego słowach nie zabrakło komunałów o oddaniu i braterstwie, jestem przekonany że były one szczere i jak najbardziej adekwatne do tego, jakie wsparcie zespół ze strony publiczności otrzymał. Krótko mówiąc, nieco mniej niż półtorej godziny koncertu zostawiło sporą satysfakcję, porównywalną chyba do wspomnianego wcześniej występu podczas Metalmanii.

Bezpośrednim supportem byli greccy thrashmetalowcy z Suicidal Angels, który taki show, że czapki z głów. Ich muzyka na żywo przypominała nieco Kreatora ze swych najlepszych lat, a sceniczną energią zyskiwali naprawdę wiele. Doskonałe riffy, świetne solówki i ostry, acz nieco niechlujny wokal brzmiały tak, jak thrash brzmieć powinien. Grecy prezentują tradycyjne podejście do stylu, nie ma tu miejsca na nowoczesność, choć nie jest to też żadna historyczna grupa rekonstrukcyjna. Naturalność i żywiołowość to dominanty ich sztuki na żywo. Na pewno będzie warto ich jeszcze kiedyś zobaczyć. Pierwszego supportu, pochodzących z Norwegii Fight The Fight niestety nie udało mi się zobaczyć – gdy pojawiłem się w klubie, zespół właśnie zakończył występ.

Tekst i foto: Igor Waniurski