Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Relacja z koncertu Furia / Thaw / Sacrilegium / Licho w Poznaniu

Zespół Furia wyruszył w trasę po kilku polskich miastach. Zestaw zespołów w każdym mieście był ten sam, a trzeba powiedzieć, że każdy z zespołów całkowicie różnie przedstawia sztukę, ogólnie nazywając ją black-metalem. Miałem tę przyjemność uczestniczyć w poznańskiej odsłonie trasy „Za ćmą w dym”, która odbyła się w klubie „U Bazyla”.

 

LICHO

Wydarzenie rozpoczął sanocki zespół Licho, który wydał bardzo dziwną płytę w tym roku „Podnoszenie czarów„. Więc bardzo ciekawe okazało się usłyszenie ich na żywo. Wokalista, frontman zespołu z przerażającymi czasem spojrzeniami wyśpiewywał niestety mało zrozumiałe teksty, a przed każdym utworem słyszeliśmy głos odtwarzany z taśmy, sklejający koncert konceptualnie. Był to dobry, ciekawy gig, pomimo kilku udziwnień. Występ sprawił, że podejdę raz jeszcze do „Podnoszenia czarów” z nieco innym nastawieniem.

SACRILEGIUM

Drudzy na scenę wyszli panowie z pagan-metalowego Sacrilegium. Saclagus (wokal i gitara) jest jedynym z zespołu z oryginalnego składu. Wyszedł na scenę w świetnym image’u – makijaż itp. Jakoś od połowy koncertu, porwał mnie na dobre ich klimat grania. Chyba dlatego tak się stało gdyż, na początku niezbyt dobrze było jeszcze słychać drugiego gitarzystę i jego melodyjne riffy. Całość operowała w czerwonych barwach świateł i atmosferze potężnego ciężaru.

THAW

Thaw widziałem pierwszy raz na głównej scenie podczas Off Festivalu. Grali wtedy w niesprzyjającej ich muzyce aurze – o 16 w pełnym słońcu  w czarnych bluzach z kapturami na głowach. Po takim występie miałem, rzecz jasna niedosyt i na szczęście w końcu udało się zobaczyć zespół w warunkach klubowych. To, co zagrał tego wieczoru Thaw było świetnym doświadczeniem i celebracją dla wszystkich zgromadzonych słuchaczy. Połączenie czarno-metalowego ciężaru, noise’u, ambientu uderzyło bardzo mocno w ściany klubu i uszy publiczności. Doomowe tempa, niskie gitary i niepokojące dźwięki występujące w tej ścianie dźwięku dały niemal narkotyczny zestaw emocji.

FURIA

Natomiast Furię ostatni raz miałem okazję zobaczyć podczas wielkiego powrotu festiwalu Metalmania w katowickim Spodku. Trzeba przyznać, że o wiele lepiej odebrałem ich w klubie U Bazyla. Klimat i atmosfera ich muzyki robi fantastyczne wrażenie w mniejszym pomieszczeniu. Setlista występu była bardzo bogata, gdyż zespół zagrał utwory grane po raz pierwszy jak Na ciele swym historię mą piszę , z pierwszych EP-ek, z „Martwej Polskiej Jesienie” i oczywiście „Księżyc milczy luty”. Niestety w sprawie nagłośnienia znów muszę ponarzekać – brakowało mi głębi gitar w niektórych częściach koncertu, co czasami zlewało się w jedną ścianę dźwięku. Panowie z Furii grają swoje, mając swoje specyficzne zachowanie na scenie. Widać, że zespół rozwija się ciągle. Zobaczymy jak to się dalej potoczy.

 

Zespół naprawdę wpadł na świetny pomysł produkując i współtworząc tą wspólną trasę koncertową po największych polskich miastach i to z tak interesującym zestawem wykonawców dla fanów polskiego metalu.

Serdecznie podziękowania dla organizatorów trasy, firmy Knock Out Productions za współpracę.