Dark Echoes: Słowami o dźwiękach

Wywiad z zespołem HIPGNOSIS

hipgnosis-b

Przedstawiamy Wam wywiad z krakowskim zespołem – HI1. Na wstępie powiedz, łatwo się żyję w Polsce, będąc ateistą?

Ha, mocny punkt na dzień dobry Ci wyszedł… temat morze, wystarczyłby w zupełności na cały wywiad. Mówiąc trochę krócej – zależy od odporności. Faktem jest, że nikt nas tutaj nie pali na stosie, ale też warto pamiętać, że nie jeden by to zrobił, gdyby mógł. Ciągle tkwimy w religijno-mentalnym średniowieczu, pomimo wzrostu świadomości ludzi, wielu się temu poddaje. Bo tak jest wygodnie, bo taką mamy ponoć tradycję ( a przecież nie wyłącznie ) etc. Bo co powie sąsiadka, jak nie zobaczy mnie na niedzielnej mszy.

 

Kruche są podstawy takiej „wiary”. Zresztą popatrz na ludzi w kościele – większość stoi jak najdalej od ołtarza, czasem wręcz na zewnątrz, mało kto wygląda na to, że przeżywa coś szczególnego. Płaska ta wiara jest, bez głębi, bez potrzeby. W sumie to mi żal tych ludzi, oszukują samych siebie. Łatwo nimi manewrować, łatwo ich pociągnąć za sobą efektownymi hasłami o patriotyzmie – i to się zresztą dzieje. Kościołowi niespecjalnie to przeszkadza, byle były tłumy na pokaz i pełna taca. I tak to się kręci, choć coraz słabiej.

 

A ateiści? Cóż, nie od dziś jest jasne, że to bardzo osobista postawa życiowa. Nie stadna. To powoduje, że bardzo mało wychodzimy ze swoimi hasłami na zewnątrz, bo po prostu nie mamy takiej potrzeby. Ja sam wolę mieć to poukładane we własnym sercu i umyśle, tak naprawdę nie odczuwam potrzeby przekonywania kogokolwiek do takiego światopoglądu. To podobnie jak z moim wegetarianizmem – chciałbym aby ze względu na cierpienie zwierząt inni również nie jedli mięsa, ale nikogo nie będę do tego gwałtem przymuszał. Choć odczuwam potrzebę mówienia na ten temat.
To wszystko powoduje, że ateizm wygląda na postawę zupełnie niszową, że to jakaś garstka ludzi jest, więc nie ma to dla świata większego znaczenia. A to nieprawda – zdziwić się można ile światłych umysłów w naszej historii było ateistami. Dlatego na okładce „Relusion” przytoczyliśmy wypowiedzi kilku wybitnych postaci, bo  mało kto wie, że oni reprezentowali taką właśnie postawę.

W Polsce słowo „ateizm” jest takie … niewygodne. Od pewnego czasu mam wręcz ubaw, kiedy mówiąc „jestem ateistą”, wprawiam rozmówcę w zakłopotanie. Gdybym powiedział „satanistą” to oponent wiedziałby jak zareagować, ale … ateista?! Co z tym do cholery można zrobić?! Więc z reguły rozmowa się urywa albo płynnie zmienia się temat. Choć oczywiście trafia się od czasu do czasu ktoś z „opcji przeciwnej”, z kim warto porozmawiać, nie generalizujmy.

Aby skończyć ten wątek – uważam, że jeśli mój kraj ma w Konstytucji wpisaną neutralność światopoglądową to takim właśnie powinien być. To nie podlega dyskusji. Jeśli ktoś potrzebuje ( jakiejś ) religii, proszę bardzo. Ale bez włączania w to struktur państwowych i paragrafów o „obrazie uczuć”. Swoją drogą – jakieś to dziwne, że chrześcijanie, uzurpujący sobie prawo do opinii o sobie jako o najbardziej miłujących świat, są tak strasznie łatwo „obrażalscy”…

 

2. Tematykę ostatniej płyty opieracie na znakomitej książce Richarda Dawkinsa, „Bóg urojony”. Podoba mi się to, że chcecie przyczynić się do niesienia kaganka racjonalności w naszym kraju, ale ciekawi mnie recepcja tego tematu w opinii fanów i krytyków, jaka do was dociera. Czy zauważasz jakieś szczególnie pozytywne lub negatywne reakcje?

Szczerze mówiąc nie. Ci, którzy przyznają nam słuszność, mają wszystko poukładane po swojemu, więc rozumiemy się bez słów. Ci drudzy – jeśli podoba im się nasza muzyka – albo mają kłopot, albo taktownie przemilczają sprawę przekazu. Dla mnie to wszystko oznacza, że bardzo trudno „ruszyć z podstaw bryłę świata”, to bardzo powolny i długotrwały proces i z całą pewnością ja pewnych rzeczy nie dożyję. Ale po to jestem na świecie, aby go po swojemu poprawiać. Więc to robię.

 

3. Trzeba przyznać „Relusion” zostało pięknie wydane w digipacku, co sądzisz o współczesnej erze mp3, w której grafiki kompaktu, opakowania wydawnictwa raczej się nie ‘celebruje’?

Szkoda mi tamtej epoki. Jestem z pokolenia chowanego bezwzględnie na płytach, najpierw winylowych, później CD. Dla mnie to były zawsze skończone dziełka ( lub dzieła ), które jako całości były pomyślane ( chyba, że mówimy o typowych singlach przeznaczonych na listy przebojów, to osobny temat ). Stąd może też ta nasza nazwa ( Hipgnosis ), wywodząca się po trosze od nazwy najsławniejszej chyba firmy projektującej okładki płyt.

Czy płyty umarły? Nie, nie umarły, choć coraz bardziej stają się przedmiotem westchnień fascynatów i kolekcjonerów. Stąd coraz większe powodzenie wydań specjalnych, kosztujących często 100 albo więcej złotych, z dodatkami, książką, bonusami, rozbudowaną poligrafią. Stąd takie pomysły jak nasze wydawnictwo winylowe, limitowane do 500 sztuk. Radość z posiadania czegoś unikatowego.

Generalnie jednak świat poszedł w elektroniczną dystrybucję sztuki ( ale także newsów etc. ) Z tym już nie wygramy, możemy się tylko pocieszać, że jesteśmy jacyś tacy lepsi, bo wciąż słuchamy i kupujemy płyty – choć trzeba sobie wprost powiedzieć, że tak właśnie wygląda obecnie postęp w tej dziedzinie i trzeba to zaakceptować. Nie mam zamiaru rzecz jasna ubliżać zbieraczom muzyki w postaci plików. Tym bardziej, że pomału i po tamtej stronie rosną wymagania – niekoniecznie zadowala już byle jaka mp-trójka, cieszą się powodzeniem formaty bezstratne i tak dalej.

Poza tym – poszła za tym technika urządzeń ( komórki na przykład ), więc proces jest nieodwracalny i trzeba się z nim oswoić. Problem tylko w tym, że tak łatwo mieć w tej chwili wszystko za darmo, że ludzie bardzo szybko rozgrzeszają się z niepłacenia za sztukę i wspierania piractwa. Wiem, jaki to olbrzymi problem dla artystów, którzy usiłują się w tym finansowo znaleźć. Większość drugoligowych ( w sensie potencjału komercyjnego, a nie wartości ) artystów po prostu pracuje gdzieś na etatach, bo nie utrzyma się ze swojej twórczości. My sami finansujemy wszystkie nasze wydawnictwa i nigdy nie wiem, czy na pewno ukaże się kolejna płyta Hipgnosis, bo po prostu możemy nie mieć za co jej zrobić. Zresztą po 8 latach działalności jesteśmy mocno zadłużeni i marne są szanse na szybką zmianę tej sytuacji.

Przykro mi jest zwyczajnie, gdy czytam – jak ostatnio – że np. Eddie Jobson prawie nie pisze nowej muzyki, bo zajęty jest bukowaniem autokarów i hoteli na swoich trasach, bo nie stać go na menadżera, który by to zrobił. Podobnie Robert Fripp. Więc na pewno nie jest to dobra sytuacja. I jak widać problem nie leży w samych mp-trójkach jako takich, tylko w ich nielegalnej, absolutnie powszechnej dostępności.

 

4. Łatwo było namówić Tomasza Sętowskiego do użyczenia swojej pracy na okładkę?

W sumie chyba łatwo. Mówię chyba, bo tak naprawdę wszystko załatwiałem z Agatą, jego menadżerką. Osobiście poznaliśmy się z Tomkiem dopiero niedawno, przy okazji wspólnej sesji zdjęciowej. Przesłałem im do posłuchania naszą pierwszą płytę, posłuchali i odpowiedzieli twierdząco. A od koncertu w jego galerii, czyli w Muzeum Wyobrażni w Częstochowie więzy bardzo się zacieśniły. Poza tym Tomek to właściwe mój rocznik, więc na wiele spraw patrzymy podobnie.

I jeszcze jedno – jest dla mnie wielką sprawą, że artysta tej miary traktuje nas jak partnerów, że nigdy, przy żadnej okazji ani on sam, ani nikt z jego otoczenia nie dał nam odczuć, że jesteśmy „ci mniejsi”. Z takim podejściem do życia i innych ludzi trzeba być naprawdę kimś.

 

5. W Waszej muzyce słychać wiele wpływów muzyki elektronicznej. Czy każdy członek Hipgnosis wnosi coś inspirującego do Waszego stylu? Macie podobne gusta?

W jakim sensie na pewno gusta mamy zbliżone, bo inaczej by to wszystko nie działało, ale to nie znaczy, że identyczne. Ja kocham np. niemiecką elektronikę ( Klaus Schulze, Tangerine Dream ), pozostali może mniej, ale nikomu z nas nie jest obojętna ciekawa barwa na syntezatorze.

Nikt też nie jest „odgrywaczem” cudzych pomysłów, wszystko jakoś się przez nas wszystkich filtruje. Choć faktem jest, że rządzę się w muzycznej materii niemiłosiernie, ale na razie to znoszą …

 

6. Czy łatwiej komponuje Wam się coś na miarę nieco krótszych utworów jak świetny DrWhat, czy wolicie improwizacje w takich długasach jak Cold czy Large Hadron Collider?

Chyba żadnej z tych form bym nie preferował. Pamiętaj, że na naszym pierwszym albumie generalnie nie było takich długich utworów, najdłuższy miał około 10 minut, reszta bardziej skłaniała się do piosenek. Zawsze twierdziłem, że czasem naprawdę dobry, 3-minutowy utwór to większe wyzwanie niż pięć razy dłuższy. Ale tak naprawdę to jedyna rozsądna odpowiedź może być tylko taka, że jakość się liczy. No bo co jest lepsze – 9 symfonia Beethovena czy Sonata Księżycowa?

Czasem lubimy sobie poimprowizować, ale z drugiej strony prawie cały koncertowy set gramy z metronomem, gdzie wszystko jest zaprogramowane. To dla mnie jako perkusisty niemałe wyzwanie, ale gram tak już od kilkunastu lat i polubiłem się z taką sytuacją. Nawet więcej, w tej chwili daje mi to komfort, że jeśli na scenie żle się słyszymy to mogę lecieć z pamięci. Choć rzecz jasna jak wypadnę z frazy to koniec, czasem wrócić prawie się nie da. I tak bywało.

 

7. Najostrzejsze fragmenty na „Relusion” ma chyba Cult Of Cargo. Osobiście kojarzą mi się troszkę z Porcupine Tree, Możesz powiedzieć jak właśnie ten utwór powstawał?

Zalążkiem był basowy riff przyniesiony przez Pita, jak go zagrał to zapomnieć tych pięciu dźwięków nie było sposobu. Wszyscy chodziliśmy przez parę dni i mruczeliśmy to pod nosem. Więc kawałek powstać musiał. Potem udało nam się go tak skomplikować, że nie byliśmy w stanie niektórych momentów spamiętać, więc wszyscy graliśmy próby obłożeni kartkami. Zrobiłem do tego mnóstwo elektroniki, w studio jeszcze drobne zmiany i jest jaki jest. Dla mnie to bardzo satysfakcjonujący utwór, na pewno najtrudniejszy w odbiorze jaki stworzyliśmy. Potrzebne są i takie.

 

8. Wydajecie teraz swój materiał na płytach winylowych, możesz powiedzieć coś o tym boxie?

No cóż, to gigantyczne przeżycie dla takiego fascynata jak ja, w tej chwili wiele zespołów poczytuje sobie wydanie własnej twórczości na płytach winylowych jako pewnego rodzaju nobilitację i szczerze mówiąc ja również tak to odbieram.

Poza tym to wydawnictwo nietypowe – jest do niego dołączony album z obrazami Tomka, więc właściwie to kooprodukcja. Przecież Hipgnosis zawsze usiłuje działać inaczej, więc i w tym przypadku musiało coś się wydarzyć! Zresztą box jest sygnowany naszą nazwą i jego nazwiskiem, i wielka to dla nas frajda. Poza tym to szansa poznania naszej muzyki przez jego odbiorców i vice versa. Tak się już zresztą dzieje …

 

9. Album „Relusion” bardzo satysfakcjonuje: płyta polska i może konkurować z innymi dziełami światowego rocka progresywnego czy krautrocka. Jakie są Wasze cele muzyczne?

Robić płyty, które są jak najszczersze, bez kompromisów na żadnym polu. Zawsze się śmieję, że mamy komfort sprzedaży małych ilości płyt, więc niczego nie musimy, w ogóle nie interesuje nas granie pod klienta, bo niczego to dla nas nie zmieni. Dzieje się wręcz odwrotnie – nasi najwierniejsi słuchacze właśnie tego oczekują, że nie damy ciała nigdy i nigdzie. Dlatego odmówiłem wizyty w telewizji śniadaniowej, bo niby co miałbym tam robić między plotkami o sztucznych cyckach a gotowaniem na ekranie?

I grać najbardziej „kosmicznie” jak to możliwe, cokolwiek by to nie znaczyło.

 

10. Jak przewidujesz przyszłość Hipgnosis?

Powoli zdobywamy jakieś nowe terytoria, choć mam świadomość, że ciągle jesteśmy i zapewne pozostaniemy zespołem niszowym. Dla mnie osobiście to ostatni zespół w życiu, bo granie gdziekolwiek indziej nie jest mi do niczego potrzebne. Wirtuozem perkusji już nie zostanę, a tutaj mogę realizować wszystko, czego zapragnę.

Poza tym jesteśmy po prostu gronem przyjaciół i nie ma w tym grama przesady. Bardzo się lubimy, czasem spędzamy razem czas, czasem nie, potrafimy jedno i drugie, więc jakieś wielkie napięcia nam nie grożą, za mądrzy chyba już na to jesteśmy. Poza tym mamy wszyscy wrażenie robienia czegoś wyjątkowego i to jest ogromna siła i satysfakcja.

Ja osobiście mam właściwie jedno tylko marzenie – żeby na koncertach ktoś inny rozkładał i składał moją perkusję …

 

11. Dlaczego tak rzadko gracie koncerty?

Nie z wyboru! Po prostu tak to jest z tą muzyką w naszym kraju, kluby starają się z reguły przepychać ryzyko finansowe na zespoły, wielu muzyków na to idzie, więc czasem nawet dojazd się nie zwraca. Przywykliśmy do grania non profit, ale już np. sytuacja kiedy klub każe nam zapłacić za wynajem sali wzbudza we mnie mordercze instynkty! Poza tym unikamy wszelkich przypadkowych grań – nie ma nic gorszego niż występ dla publiki, która nie jest dobrym adresatem naszych dżwięków. Męczylibyśmy się my, męczyliby się i oni, bez sensu. Na szczęście nie przypominam sobie takiej sytuacji. Wolę już grać dla garstki ludzi, dla których to będzie ważne niż dla zobojętniałej rzeszy ludzi.

 

12. Planujecie specjalny występ w galerii Sętowskiego w Częstochowie, 8 grudnia, zdradzisz czego możemy się spodziewać? (zanim zespół odpowiedział koncert już zdążył się odbyć – przyp. ŁK)

Wspaniale było! Miejsce magiczne, graliśmy pośród jego obrazów, ale także postaci i sprzętów naturalnej wielkości, które z tychże obrazów są znane. Odjazd! A i publika była świetna, ludzie wyrażnie przyszli już z pozytywnym do nas nastawieniem, to zawsze wiele ułatwia. Wieczór nie do zapomnienia!

 

13. Na koniec gratuluję albumu i prosimy o większą liczbę koncertów.

Mamy nadzieję na poprawę, od niedawna pracujemy z agencją Fantom Media i pomału pewne rzeczy zaczynają się dziać, byle tak dalej. Liczę, że i na polu koncertowym zacznie to być zauważalne!.

 

 pytali: I. Waniurski oraz Ł. Krawiec

.